Darmowe ogłoszenia komputery – jak je napisać?

W dzisiejszych czasach najczęściej kiedy chcemy coś sprzedać lub zaoferować swoje usługi, ogłaszamy się w Internecie. Jest to najłatwiejszy sposób na znalezienie nowego sprzętu, zarobienie pieniędzy czy klientów. Nie każdy jednak wie, w jaki sposób napisać poprawne ogłoszenie i jak je zamieścić w taki sposób, aby znalazło ono chętnych i dużą liczbę odbiorców. Darmowe ogłoszenia komputery, to sposób na znalezienie chętnych i zyskanie odpowiedzi na anons, który zostawimy w sieci. Kiedy decydujemy się napisać takie ogłoszenie, powinniśmy przede wszystkim sprawdzić parametry naszego komputera, jeżeli chcemy go sprzedać. Kiedy chcemy wystawić naszą ofertę jako osoby, która naprawia komputery, warto napisać w kilku słowach jakim sprzętem się zajmujemy i co diagnozujemy. W przypadku sprzętu na sprzedaż warto zamieścić dokładne zdjęcia, które pokażą w jakim stanie jest sprzęt, jak wygląda i jakie są jego najważniejsze cechy. W ten sposób klienci bardzo szybko się znajdą, a sprzęt zostanie sprzedany w kilka godzin lub dni.

Przyjazny żłobek prywatny – Puławska

W życiu każdego dziecka, przychodzi moment, w którym musi zacząć się usamodzielniać. Jest to naturalna kolej rzeczy i istotny element dorastania. Pierwszym miejscem, w którym zostawia się dziecko pod czułą opieką wychowawców, jest oczywiście żłobek prywatny Puławska, to ulica niezwykle znana. A placówki edukacyjne, które się tu znajdują, charakteryzują się wysokim poziomem opieki i wczesnej edukacji poprzez zabawę. Jest to zatem idealne, wręcz wymarzone miejsce dla malutkiego dziecka. Z racji tego, że Warszawa jest miastem bardzo zaludnionym, to należy wcześniej zarezerwować miejsce. W przeciwnym razie, może się okazać, że go nie ma. Pierwsze dni to zazwyczaj ogromny stres zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców. Warto jednak wytrzymać ten trudny okres przejściowy i umożliwić maluchowi asymilację z nowym, nieznanym otoczeniem. Jest to niezwykle istotne w przebiegu dalszej edukacji. Tej, na wyższych szczeblach. W krótkim czasie, można się przekonać, że taki wybór to przysłowiowy strzał w dziesiątkę.Żłobek

Ekspedycja Navarry i inne wyprawy piesze

W roku 1937 służyłem we francuskich siłach zbrojnych na Środkowym Wschodzie. W czasie wolnych od służby dni wędrowałem po wzgórzach w okolicach Damaszku w towarzystwie ormiańskiego przyjaciela, Ałima. Pewnego dnia, zapuściwszy się dalej niż zwykle, zaczęliśmy wspinaczkę na górę Hermon. Około 400 metrów od wierzchołka wyczerpany Alim osunął się na kolana. Do- bmęłem samotnie na szczyt wznoszący się na wysokość 2700 metrów nad poziom morza. Tam przez pół godziny podziwiałem ocean mgły i chmur rozciągający się przede mną pod błękitnym niebem i płonącym słońcem. W drodze powrotnej przyłączyłem się do swego towarzyszagdy ruszyliśmy, on zaczął mi opowiadać historię swojego życia. Urodziłem się w 1907 roku na wyspie na jeziorze Wan – mówił. – Jako dziecko żyłem tam szczęśliwie Z matką, ojcem i siostrą do roku 1920. Potem moi rodzice przenieśli się do Damaszku. Przed opuszczeniem Armenii udałem się w odwiedziny do dziadka w mieście Bayazid u stóp góry Ararat. Starzec zapewnił mnie, ¿e arka Noego nadal spoczywa na górze. „Kiedy byłem młody – powiedział mi – próbowałem do niej dotrzeć. Ale nie byłem dość silny, wysokość mnie pokonała i musiałem się poddać. Nigdy jej nie znalazłem. Obiecałem dziadkowi, ze ja spróbuję – kontynuował Alim. – Ale to ty powinieneś iść, Navarra. Wspinaczka nie męczy cię, tak jak mnie. Jestem pewien, ze wróciłbyś z fragmentem arki. Ten pomysł zaintrygował mnie i postanowiłem spróbować. Ale pierwsza okazja zmierzenia się z górą nadarzyła się dopiero piętnaście lat później. W roku 1952 udało mi się zorganizować pierwszą ekspedycję. W jej skład wchodził mój przyjaciel, operator kamery filmowej i emerytowany oficer sztabu, który studiował we Francuskim Muzeum Historii Naturalnej.

Arka widziana z Air Force One

Prawdopodobnie najbardziej interesujący przypadek oglądania arki z powietrza miał miejsce pod koniec lat siedemdziesiątych, a brał w nim udział prezydent USAfotograf UPI przydzielony do Białego Domu. Ronald Bennett, obecnie mieszkający w La Jolla w Kalifornii, fotograf Białego Domu z ramienia UPI, widział arkę Noego podczas lotu na pokładzie Air Force One (AF One Piane 2700) z prezydentem Jimmym Carterem na pokładzie. 29 grudnia 1977 roku samolot wystartował z Waszyngtonu do Warszawy, a potem 31 grudnia do Teheranu, na przyjęcie sylwestrowe u szacha Iranu w jego zimowym pałacu. Podczas lotu do Teheranu Bennett i inni dziennikarze obecni na pokładzie Air Force One zobaczyli arkę Noego na górze Ararat. Bennett mówi: W czasie kadencji czterech prezydentów – od Nixona do Reagana – byłem fotoreporterem UPI przydzielonym do Białego Domu. Zawsze latałem Air Force One i donosiłem o poczynaniach prezydenta. Przy tej szczególnej okazji, z ówczesnym prezydentem Jimmym Carterem, lecieliśmy z Polski do Teheranu, by wziąć udział w uroczystości noworocznej wydanej przez szacha. W czasie przelotu nad wschodnią Turcją wszyscy wy- glądaliśmy przez okna. Był to dramatyczny moment, gdyż sowieckie myśliwce odrzutowe MiG-i eskortowały nas skrzydło w skrzydło. W tym samym czasie ktoś powiedział nam, te jeśli spojrzymy w dół, zobaczymy arkę Noego. Zrobiliśmy to i ujrzeliśmy górę pokrytą śniegiem i lodowcami. Tam, być może w połowie góry, wyraźnie widoczna, leżała wielka, ciemna łódź- Była częściwo przykryta śniegiem łub lodem. Jestem przekonany, opierając się na tym, co widziałem, ż,e to arka Noego. Moim zdaniem prezydent prawdopodobnie kazał przelecieć pilotom Air Force One nad górą Ararat i prawdopodobnie również widział arkę.

Piloci U-2 sfotografowali arkę

Okazało się, że nie była to jedyna tajna misja nad Araratem zorganizowana na potrzeby armii USA i CIA. Zameldowano, że zdjęcia arki Noego zostały zrobione przez pilotów U-2 przed niespodziewanym nagłym zakończeniem programu U-2, kiedy Amerykanin Gary Po- wers został zestrz*lony nad terytorium Związku Radzieckiego.Apacz Jim Wilson z Oden w Arkansas miał klienta, którego syn był pilotem U-2. Ojciec wierzył w Biblię, więc jego syn wyciągnął z tajnych akt wojskowych parę zdjęć arki na Araracie. Ojciec obecnie nie żyje, a jego synowie powiedzieli Wilsonowi, że zniszczyli zdjęcia po śmierci ojca, ponieważ nie chcieli mieć w swym posiadaniu tajnych materiałów. Wilson jednakże oglądał zdjęcia w roku 1973 i opisuje, co zobaczył: Obiekt wyglądał jak przełamany na dwie części – końce były poszarpane. Fragmenty leżały oddzielnie, w pewnej odległości od siebie, częściowo przykryte śniegiem i lodem. To, co wystawało ze śniegu, miało jakieś 6-15 metrów długości. Zobaczyłem sześć do ośmiu okien na szczycie. Nie wiem, w którym miejscu znajdował się obiekt, ale powiększone zdjęcia były bardzo wyraźne. Również na początku lat sześćdziesiątych samoloty Sił Powietrznych przerzucały ładunki dla CIA we wschodniej Turcji i przeprowadzały nasłuch powietrzny Sowietów. Jeden z techników wojskowych, będący na pokładzie DC-3 w czasie tajnych misji Air Force-CIA, zgodził się porozmawiać z autorami tej książki – pod warunkiem, że jego nazwisko nie zostanie wymienione. Podczas przelotu nad Araratem na niskiej wysokości zobaczyłem arkę Noego. Leżała w pobliżu wąwozu i była na wpół zatopiona w lodzie, [zorientowana] w kierunku północ-południe, z niższym bokiem nachylonym lekko na zachód. Była wielka i długa – jak wąska barka. Miała tępe, lekko zaokrąglone końce. Było widać, ż,e jest zrobiona z drewna; było to jasne jak słońce. Nie miałem najmniejszych wątpliwości, co zobaczyłem. To tylko dwa przykłady relacji tuzinów pilotów, którzy widzieli arkę Noego w czasie lotów nad górą Ararat.

Potajemna misja fotograficzna nad Araratem

W roku 1974 dr Walter Brown, emerytowany pułkownik Sił Powietrznych w stanie spoczynku, mieszkający obecnie w Phoenix, Arizona, został wezwany do kwatery Centralnej Agencji Wywiadowczej w Langley w Wirginii. Tam najwyżsi rangą pracownicy CIA wypytali go
o wszystko, co wiedział na temat arki Noego spoczywającej na górze Ararat. Dano mu do zrozumienia, że CIA jest zainteresowana arką, ale nie wyjawiono powodu.Wydaje się, że spotkanie Browna z CIA miało coś wspólnego ze ściśle tajną misją Sił Powietrznych z tego samego roku, której celem było sfotografowanie arki. Al Sipple (Nazwisko zostało zmienione dla ochrony pilota) brał w niej udział i oto, co powiedział: Coś się stało w 1974 roku, kiedy byłem w czynnej służbie. Razem z drugim pilotem zostałem przydzielony przez wyższe szarże do ściśle tajnej misji. Mieliśmy przelecieć nad górą Ararat i sfotografować coś, co według naszego dowództwa mogło być sowiecką instalacją obronną. Ja zostałem zabrany jako specjalista od robienia zdjęć lotniczych. Przelecieliśmy myśliwcem F-4 w niewielkiej odległości od obiektu – mniej niż 300 metrów nad górą. Film został przekazany Air Force i zaklasyfikowany jako „ściśle tajne”. Nie wiem, co z nim zrobiono, ale mogę powiedzieć, co widziałem na własne oczy. Ciemny, prawie czarny obiekt spoczywał na wysokości jakichś dwóch trzecich góry, w pobliżu wąwozu. Był podłużny, częściowo pogrzebany w lodzie, przewieszony nad urwiskiem. Według mnie przypominał łódź i zdecydowanie był zrobiony przez człowieka. Wyglądał tak, jakby nie należał do góry – po prostu kompletnie tam nie pasował.

Piloci myśliwca opisują arkę

Pod koniec lat pięćdziesiątych amerykańscy piloci z 428 eskadry taktycznej podlegającej NATO Military Assistance Pact, stacjonujący w bazie Adana w Turcji, donieśli o dostrzeżeniu na górze Ararat ogromnego statku, ale żaden z nich nie był w stanie go sfotografować z powodu bliskości rosyjskiej granicy.Jeden pilot myśliwski, kapitan Gregor Schwingham- mer (wówczas drugi porucznik) zobaczył arkę z kokpitu swego F-100. W 1959 lecieliśmy myśliwcami nad górą Ararat, kiedy zauważyliśmy wielką, prostokątną, podobną do barki konstrukcję wystającą z boku góry. Obiekt znajdował się w podkowiastym zagłębieniu i zdecydowanie wyglądał na dzieło rąk ludzkich. W owym czasie nie pomyślałem o arce Noego, bo, prawdę mówiąc, nie znałem biblijnej historii umieszczającej arkę Noego na Araracie. Pułkownik porucznik Ben Bowthorp, zastępca komendanta bazy, w okresie gdy kapitan Schwinghammer widział arkę, powiedział autorowi Charlesowi Berlitzowi: Znajdowało się to mniej więcej w dwóch trzecich wysokości góry, zrobione z drewna, i wyglądało jak łódź czy drewniana ściana w kształcie łodzi■ Nie wiem, kto pierwszy powiedział, że to arka Noego. Większość z nas czuła, że to możliwe.

Zdjęcia arki giną w tajemniczych okolicznościach

Również wielu cywilów twierdzi, że widziało arkę Noego z pokładu samolotu. George Jefferson Greene był amerykańskim inżynierem nafciarzem pracującym na Środkowym Wschodzie na początku lat pięćdziesiątych. Pod koniec lata roku 1953 przelatywał helikopterem nad północno-wschodnimi flankami góry Ararat, kiedy nagle dojrzał drewniany statek wystający z lodu i skał.Greene poprosił pilota, by przeleciał jak najbliżej statku, i wykonał serię zdjęć doskonałym aparatem należącym do pracodawcy. Niektóre z tych zdjęć zostały zrobione z odległości mniejszej niż 30 metrów. Green był wstrząśnięty tym niesamowitym odkryciem archeologicznym i nie mógł się doczekać obejrzenia dowodu w postaci bezcennych fotografii. Pokazywał wywołane czarno-białe zdjęcia o formacie 20 na 25 centymetrów znajomym na Środkowym Wschodzie i w Stanach Zjednoczonych. Najwyraźniej próbował znaleźć finansowe wsparcie dla ekspedycji do tego historycznego znaleziska. Niewiarygodne, nawet z wyraźnymi fotografiami, które widziało wiele osób, nie był w stanie wzbudzić zainteresowania projektem. Zniechęcony ruszył do Gujany Brytyjskiej, gdzie miał nadzieję zbić majatek na kopalniach złóż okruchowych. 27 grudnia 1962 roku George Greene został zamordowany, a jego ciało znaleziono w hotelowym basenie. Frank Neff, przyjaciel Greene’a, był jednym z wielu ludzi w Teksasie, którzy widzieli zdjęcia arki na górze Ararat. Kiedy dowiedział się, że zainteresowani szukają kopii tych fotografii, przypomniał sobie, że Greene trzymał duplikaty w szarej kopercie w przechowalni, którą wynajmował w Teksasie. Poszukiwacz arki Eryl Cummings udał się tam z Neffem tylko po to, by stwierdzić, że schowek splądrowano zaledwie dziesięć dni wcześniej.

Amerykańscy lotnicy dostrzegają arką

Wiele razy w ciągu minionych lat arkę zauważali piloci, którzy albo jej szukali, albo po prostu przypadkowo natykali się na wielki statek podczas latania w okolicy Araratu. W czasie drugiej wojny światowej amerykańscy lotnicy wykonali setki lotów nad Araratem w celu zaopatrzenia armii rosyjskiej w potrzebne materiały. Samoloty startowały z baz aliantów w Tunezji i leciały do radzieckiej bazy lotniczej w Erewaniu.Często pojawiały się raporty lotników amerykańskich, australijskich i rosyjskich donoszące o obecności arki w śniegach Araratu. Jeden z tych przypadków został opisany w wojskowej gazecie „Stars and Stripes”. Od początku XIX wieku ukazały się dziesiątki artykułów dotyczących arki na górze Ararat – mówi Cliff Moody, poszukiwacz arki Noego z Sacramento w Kalifornii. – Sama gazeta „Stars and Stripes” od września roku 1949 do sierpnia roku 1984 opublikowała czterdzieści dziewięć artykułów o tej tematyce. Na nieszczęście jeszcze nie znaleziono tego europejskiego wydania, w którym zamieszczono fotografie arki. Jednakże Vence Will, obecnie pastor w Springfield w stanie Missouri, sierżant TEC Sił Powietrznych w czasie drugiej wojny światowej, widział te zdjęcia. W czasie drugiej wojny światowej stacjonowałem w Afryce Północnej z batalionem instalacji sygnalizacyjnych, który został przydzielony do Air Force. Rozstawialiśmy elektroniczne radiolatarnie, które pomagały naprowadzać samoloty, od Afryki Północnej i Indii po Europę. W tym czasie pracowałem w Tunezji, Algierii i Włoszech. Pewnego razu, gdy byłem na lotnisku w Neapolu, wstąpiłem z kolegą do kantyny oficerskiej na filiżankę kawy. Nasi chłopcy wozili zaopatrzenie nad Turcją do Rosji i jeden z pilotów wykonał po drodze parę zdjęć. Trzej oficerowie oglądali zdjęcia góry Ararat i podobnego do łodzi obiektu, i my też spojrzeliśmy.

Komentator radiowy przemyca kawałek arki

Jak stwierdzono we wcześniejszym rozdziale, Carveth Wells, dobrze znany komentator z rozgłośni KFI Radio w Los Angeles, wyruszył w roku 1933 na poszukiwanie arki Noego. Odwiedził katedrę w Eczmiadzynie, gdzie obejrzał krzyż zrobiony z drewna z arki Noego. Przypuszczalnie zabroniono mu wspinaczki na górę od strony rosyjskiej, ale Wells najwidoczniej przekroczył granicę, znalazł arkę i wrócił z kawałkiem czerwonawego drewna.Jeden z przyjaciół Carvetha Wellsa napisał do Eryla Cummingsa następujące słowa: Jestem bardzo zainteresowany arką. Jakieś trzydzieści lat temu Carveth Wells był przy arce i przemycił kawałek drewna, który poddałem badaniu, był bardzo twardy. Kawałek, który przywiózł, dostał w łapówce od inspektora rządowego. Drewno miało około pół metra długości, 20 centymentów szerokości i 4 centymetry grubości. Buttler, redaktor naczelny Regnery Gateway Publishers w Waszyngtonie. – Autor książki Anastasia: The Last Expedition, który przez dwadzieścia lat szukał Anastazji, ostatniej żyjącej członkini rosyjskiej rodziny królewskiej. W czasie jednego z wywiadów przeżył szok, gdy Anastazja zaczęła opowiadać o ekspedycji ojca, cara, wysłanej na Ararat w celu sfotografowania i zmierzenia arki Noego. Powiedziała mu, że sama oglądała zdjęcia i raport z ekspedycji. Potem dodała, że nosiła krzyż sporządzony z drewna arki Noego. Rozmawiałem z Aleksym Nikołajewiczem Romanowym, synem cara Mikołaja Romanowa – mówi archiwista arki Noego, dr Elfred Lee – i on powiedział mi, że kiedy był chłopcem, w pałacu wiele mówiono o odkryciu arki Noego. Fotografie i pomiary wywołały wielkie poruszenie. Później wybuch rewolucji spowodował wielkie zamieszanie i „nie wiemy, co się z nimi stało. Baliśmy się o własne życie”.

error: Content is protected !!